Zobacz wszytkie serwisy JOE.pl
blogiblog4u.pl blogiblogasek.pl katalog stronwjo.pl avataryavatary.ork.pl czcionkiczcionki.joe.pl aliasydai.pl, ork.pl, j6.pl tapety tapety.joe.pl obrazkiobrazki na NK
Online: ---
zdrowie i choroby nieruchomości na mapie
PROZAIK STEFAN.

LITERKI



menu

  1. Strona Główna LITEREK.
  2. Aby zapamiętać tę stronę - kliknij tutaj.

księga gości

  1. Księga czytelników. 8
  2. Wpisz się do Księgi czytelników.

literki

Mój profil

Pozdrawiam WAS WSZYSTKICH. AUTOR LITEREK :)

Opis bloga

Filozoficzne formy literackie, opowiadania, proza, eseje i trochę fantastyki. Wszystko jest utrzymane tutaj w przedziwnym klimacie do którego poznania ZAPRASZAM.

mój avatar

archiwum

    2016 Lipiec Maj 2015 Marzec 2014 Lipiec 2013 Grudzień Wrzesień Marzec 2012 Wrzesień Sierpień 2011 Sierpień Styczeń 2010 Wrzesień Sierpień Lipiec Kwiecień 2009 Listopad Wrzesień Maj Kwiecień 2008 Grudzień Listopad Sierpień Styczeń 2007 Listopad Wrzesień Lipiec Kwiecień 2006 Grudzień Październik Wrzesień Lipiec Maj Marzec Luty

linki

    FA-ART Miesięcznik Literacki wraz z bogatym archiwum tekstów literackich od roku 1998.
    Zbiory prac naukowych z różnych dziedzin filozofii.
    witryna czasopism literackich
    Magazyn pop kulturalny - Esensja.
    Czytelnia przedruków.

ulubieni

Licznik odwiedzin

Zajrzało tutaj już 116734 osób

PROZAIK STEFAN.

Stefan hola, hola, nie założyłeś dzisiaj czystych skarpet bo strasznie śmierdzi na klatce.
- Pani Drożdżowa... ma Pani już nową ceratę na stół?
- Nie, a skąd wiesz że mi jakiś ch...ją zapierdolił?...
- Z faktu[gazeta] - i tu u Stefana następuje przaśny i słowiańsko brzmiący śmiech.
- Skąd? - dobiega już z oddali głos Pani Drożdżowej.

Jak zejść po schodach nie czując tego smrodu? w tej mega zapachowej bombie, może? intelektualnej eksplozji i oscylacji wizyjno-pomiarowej, tej specyficznej huśtawce nastrojów od stęchłego smrodu na wstępie,po przejściu przez liczne fantasmagorie myślowo-słowne, otrzymane w promocji i zakupione od fryzjera Maciaszczyka z ulicy Kolskiej... dwa razy walić dłonią w parapet, aż otrzymasz butlę bimbru od Elżbiety oddech mroczna pieczara co pędzi ten smrodliwy samogon i szlugi jara.

Ostro wypaczony na lewo oko, spoglądające w zupełnie innym kierunku niż to prawe, spogląda na własne wiązane w pośpiechu buty, starte od tego codziennego marszu po faje [faja: papieros].

Odgłosy biegnące od rzeźnika Michała i sfora psów leżących przy wycieraczce na własnych pyskach do których od rana, czasami lub z rzadka rzucane są tłuste ochłapy z resztek mięsa. To jednak nie moja wizja, ten widok jest tylko waszą nową zmorą, ponurą fotografią z obrazem zatrzymanym w jednej chwili, widzialną paranoją w wyimaginowanej rzeczywistości Stefana. Widzialność w iluzji to generowanie czegoś bez asysty logiki i materii, możliwe!

Myśli Stefana... myśl pierwsza.
"Szesnaście olbrzymich kruczo-czarnych wilkołaków wpatrzonych jest teraz we mnie, a ja wpatrzony jestem w nie. Ich zębiska wyczekują kontaktu z nogami Stefana, które choć kościste jednak na jego zgubę są pożywnym śniadankiem dla tych bestii. Czasami te bestie zamieniają się w pasikoniki wiszące na łodyżkach z kości kurcząt, sprytnie oplecionych wiązadełkami z żyłek aligatora w formie kościstej trzciny tataraku. I to ich ujadanie jednych na drugie-demoluje mózg od świtu. To wieczne stukotanie,monotonne,powtarzalne i miarowe niczym świszczący i stały podmuch szkwału znad ulicznego kanału, którym przepływa barka kominiarzy, którzy przeczyszczają kominy stukocząc tymi swoimi kulami ze stalowymi linami zawieszonymi na ich szyjach. I tak dyndają ci kominiarze na wietrze wraz z własnymi szczotami na linach, a tamci Ci inni również ubrani na czarno rozpalają wraz z tubylcami ubranymi w skóry dzikich zwierząt tzn. lokatorami z budynku nr 16, vis a vis mnie mieszczącego liczne, bo aż dwa ogniska miłości na pierwszym i drugim piętrze w których palą się kondomy niczym iskierki". Koniec myśli.

Myśli Stefana... myśl druga.
"Ależ nie ruszę się bo mam sforę bestii przed sobą i w dodatku założyłem odwrotnie buty, prawy na lewą nogę albo lewy na prawą nogę. Ale zaraz to ustalę tylko założę płaszczyk, bo przed domem wyrósł kanał i pływają na nim amsterdamskie domy-barki i strasznie ciągnie od nich wilgoć, aż mnie trzęsie. [od tych kanałów]. Bo do barek to mnie ciągnie, bo przez te małe okienka człowiek chciałby zapuścić żurawia. Płaszczyk [nie założony prochowiec-lecz wyimaginowany] działa...tu brzoza, tu brzoza jak mnie słychać. Ja grab, ja grab odwalam instynktownie scenę z czterech śpiących i cna do cna aport, waruj cnie". Koniec myśli.
Nagle...
- Do dna, do dna Stefan, napijesz się?
- Potem - odpowiedział Stef.
Sąsiad Ibiszek koncepcję ma zawsze nową na toto-lotka i zapija niepowodzenia jak przegra. Po prostu pije, czyli chleje non stop bo przegrywa ciągle.

Myśli Stefana... myśl trzecia.
"Wreszcie mam chwilę aby spojrzeć na nogi wyciągnięte z butów. Oj... co ja widzę lewa noga jest po prawej stronie i gruby paluch znajduje się na zewnętrznej części stopy. Oj jak zajebiście. Nogi jak u Niziołka z Władcy Pierścienia. Tup, tup, tup i tup przytupuję sobie tak dla hecy i wnet za mną stado młodych gęsi, stoi tak gęsiego i gęga jak na jakimś gęgowisku.
O matko polko, syna jednego rodzonego co żeś nie widziała latami, piszącego do Ciebie Matko, taką oto pocztówkę czasami:

-"Wiem Mamusiu, że wyszedłem tylko wyrzucić śmiecie, ale jestem w Budapeszcie i bądź spokojna ale zapewniam Cię tymi słowami splecionymi na szybko
i niegramatycznie, że te laczki co w nich wyszedłem
z domu jeszcze się dobrze sprawują. Pa twój Degenerat".

Ten to, po Europie zapierdala w laczkach to na ch... mi te buty? Idę boso". Koniec myśli.

Stwierdzam ten fakt jako narrator, iż jeszcze na świecie nie ma takiej obuwniczej fabryki, która by opracowała buty na takie NOGI ! Lewo skrętną prawą nogę i prawo skrętną lewą. Czyli rozmijam się z każdy krokiem i dopasowuję się coraz bardziej z otoczeniem, które widzą moje zezy po ojcu, ale to nic, żebyście widzieli zeza mojego pra, pradziada to był legendarny zez. Jego wysokość Car Mikołaj nadał order memu dziadowi niejako protoplaście kurczaka co ma oczy po bokach głowy. Order dwugłowego orła za zasługi w sprzedawaniu Polski na zaborcze plastry, otrzymał mój pradziad order za to. Mój pradziad miał przydomek ptasznik i zajmował się konfiskatą mienia po sprzedanych przez siebie sąsiadach, których wysyłano potem na Sybir w wagonach. Szczególnie lubił przeczesywać komórki ze zbożem bo dziób miał spory i był stale głodny jak to ptasznik.
- Jak mnie zdradzisz to Cię zadziobię na śmierć - tak wyzywał prababkę z domu Grzęda, no Grzędzielska była prababka z domu, bo lubił na nią co noc wskakiwać
i dziobać tym swoim dziobem. Wiem to z drzewa genealogicznego mojej rodziny, co za Cara karierę największą zrobiła. No wiecie sprzedażą się zajmowali z zawodu donosiciele-sprzedawcy, no taki zawód mieli sprzedawca dusz czy jakoś tak. No taki sprzedawca jak u Gogola tylko, że żywych sprzedawali, a nie umarłe dusze co nie.
- Wygrałeś sąsiad, dzisiaj? - zapytał Stefan, zdejmując obuwie i wsadzając je sobie pod pachę.
- A piję niby po co Stefan? po to, by nie myśleć
o dzisiejszej fatalnej rozgrywce.
- Nie martw się Ibiszek - wycedził sepleniąc przez swoją i to znaczną szparę w przednim zębie - jutro wygrasz, daję słowo.
- Idę po fajki - a może ty masz jednego szluga Ibiszek?.
- Jakbym miał, to nie stałbym na klatce Stefan, tylko leżałbym w wyrku niczym papierosowy magnat.

Czas już o krok ruszyć dalej-myśli Stefan-po te fajki, a tu z okna coraz bardziej pochmurno-deszczowy krajobraz tańczących i stukoczących kropel odbijanych przez własną energię spadania w dół od parapetu za oknem. Założę jednak prochowiec, albo skoro jestem prochem i w proch się zamienię to po co mi prochowiec? Nasiąknie mi głowa niczym gąbka i wleje się w me wnętrze niczym wypełnienie wodnej kanwy na etiopskim błotnisku na którym radośnie małe murzyniątka, hałaśliwie machają rączkami i zbijają kapiące z nieba krople monsunowego deszczu w różnych kierunkach świata.
Dzisiaj mają święto i nie muszą myśleć o nadciągającej suszy. Święto to brak przymusu, to lenistwo pod kontrolą i planowane działanie bez specyficznego harmonogramu opisującego co należałoby zrobić, aby uznać iż dany dzień nie był dniem świątecznym lecz roboczym.
Następny stopień wtajemniczenia, czyli Stefan robi kolejny krok na dół w stronę punktu odbioru fajek, które oczekują na niego niczym siano leżące na kupce i czekające aż je ktoś zjara.

Myśli Stefana... myśl czwarta.
"Słoik olbrzym z zakręconym wiekiem i strzałką w którą stronę zakręcać i odkręcać nakrętkę. Widzę go przed sobą, czyż go nikt nie widzi to jakiś potwór,a w nim megatonowe ogórki. O rany w środku pływa sąsiadka z pod jedenastki, ależ jest sztywna i wychudzona i ubrana w tej odwiecznej różowej podomce, co ciągle paradowała w niej niczym flejtucha po klatce w pozie krętaczki i kapusty-donosicielki. Pochowana i ukwaszona, korniszonica jedna. Czuję, że jak za życia nie jest zjadliwa bo jak żmija wije się wewnątrz słoja i małe węże wypływają i wpływają jej z ust przenosząc się do uszu i z powrotem i wiją się jak nici z kłębuszka wełny. Nagle...poruszyła się... o rany ma jakieś drgawki i chyba wypuszcza soki w tym odmęcie pomiędzy olbrzymim koprem i zębami czosnku dodanymi przez jakiegoś olbrzyma do smaku".
Po tym co widział Stefan, a był tym wstrząśnięty i zszokowany jeszcze przez wiele lat, obiecał sobie i przysiągł własnej żonie i przy asyście księdza dobrodzieja, że nigdy więcej z własnego domu nie wyjdzie po fajki, tylko zamawiać je będzie kurierem, który dostarczy mu je z kiosku na dole.
Po całym zajściu strasznie zabolała Stefana głowa, ale zanim legł na własną pryczę, zadzwonił jeszcze po straż pożarną aby usunęła z klatki schodowej ten megatonowy słój z korniszonami.
Podobno zajadają się tymi wielkimi ogórami w Japonii, bo takich frykasów tam nie można kupić.
Sąsiadkę z pod jedenastego podobno wyciągnęli z tego słoja i przenieśli do muzeum figur woskowych w Tokio. Teraz pokazują ciało tej kreatury, jako swoisty wybryk natury. Podobno uznano to za dzieło jakiegoś japońskiego artysty. "Wiedźmę z wężami" mają wystawić na aukcji w słynnym domu aukcyjnym Christie' s z filią w Hong Kongu, a cena wywoławcza to milion trylionów dolarów".
literki 02:37:54 14/03/2015 [Powrót] Komentuj jeśli chcesz?