Zobacz wszytkie serwisy JOE.pl
blogiblog4u.pl blogiblogasek.pl katalog stronwjo.pl avataryavatary.ork.pl czcionkiczcionki.joe.pl aliasydai.pl, ork.pl, j6.pl tapety tapety.joe.pl obrazkiobrazki na NK
Online: ---
literki *LITERKI - blog4u.pl
 

LITERKI



menu

  1. Strona Główna LITEREK.
  2. Aby zapamiętać tę stronę - kliknij tutaj.

księga gości

  1. Księga czytelników. 8
  2. Wpisz się do Księgi czytelników.
 

literki

Mój profil

Pozdrawiam WAS WSZYSTKICH. AUTOR LITEREK :)

Opis bloga

Filozoficzne formy literackie, opowiadania, proza, eseje i trochę fantastyki. Wszystko jest utrzymane tutaj w przedziwnym klimacie do którego poznania ZAPRASZAM.

mój avatar

archiwum

    2016 Lipiec Maj 2015 Marzec 2014 Lipiec 2013 Grudzień Wrzesień Marzec 2012 Wrzesień Sierpień 2011 Sierpień Styczeń 2010 Wrzesień Sierpień Lipiec Kwiecień 2009 Listopad Wrzesień Maj Kwiecień 2008 Grudzień Listopad Sierpień Styczeń 2007 Listopad Wrzesień Lipiec Kwiecień 2006 Grudzień Październik Wrzesień Lipiec Maj Marzec Luty

linki

    FA-ART Miesięcznik Literacki wraz z bogatym archiwum tekstów literackich od roku 1998.
    Zbiory prac naukowych z różnych dziedzin filozofii.
    witryna czasopism literackich
    Magazyn pop kulturalny - Esensja.
    Czytelnia przedruków.

ulubieni

Licznik odwiedzin

Zajrzało tutaj już 118889 osób

O WYŻSZOŚCI ŚWIŃSKIEGO PASTUCHA NAD POLITYKIEM

Moralna odnowa to rodzaj wybujałej fantazji ludzi, którzy chcą ją wprowadzić w życie. Zamiast przyswojenia sobie tej prostej prawdy, że człowiek nie realizujący potrzeb życia codziennego nie jest w stanie rozpocząć samodoskonalenia się i rozwoju w dowolnie przez siebie wybranej dziedzinie. Ludzie ci oznajmiają wszem i wobec slogany, hasła, misje, reformy, programy, reorganizacje, naprawy państwa, działania dla Polski itd. A tu w społeczeństwie nie rozwijającym się… nasilają się zjawiska deprawacji i dewiacji, agresji. Pojawiają się wraz z tymi socjo-społecznymi zjawiskami, zjawiska sfery materialnej tzn. obszary biedy oraz nadmiernego bogacenia się nielicznych grup jednostek. Mamy bez przerwy do czynienia z zanikiem klasy średniej. Bieda prowadzi do zaburzeń osobowości, do agresji i nieszczęść. Na tle wielu uboższych-bogaci rzadko zachowują umiar i kontrolę nad własnym materialnym ekshibicjonizmem, co przejawia się we wszech obecnym „szpanerstwie”. Biedak pod wpływem załamania i braku perspektyw dla siebie i rodziny popada w alkoholizm, depresję, syndrom-samotnika wypychanego poza nawias życia społecznego. Kapitalizm przecież daje możliwość bogacenia się jednostkom i dobrze!!!!. Niech ten biedny ma szanse startu, bogaty szansę dalszego bogacenia się. Chodzi tylko o to aby czytelne Państwo dla obywateli nie przeszkadzało swoją „wszechobecnością” i „nad regulacją” wszystkiego co ma odbywać się bez jego udziału. Bo co zrobi Nasze Państwo jeśli hipotetycznie doprowadzi swoich obywateli do ruiny i Panowie X i Y nie mając już pieniędzy zaczną wymieniać się 1 kilogramem cukru i 1 kilogramem mąki. X da Y-owi cukier, a Y da X-owi mąkę…co wtedy??? Panowie urzędnicy??? Jak taką transakcję opodatkować? (przypomnę jest to przykład transakcji barterowej, istniejącej na świecie przed wynalezieniem pieniądza, tego emitowanego przez Narodowy Bank Polski…bo wtedy jeszcze nawet weneccy kupcy z Italii, nie odkryli pojęcia banku…włoska nazwa-banca. Banca to była ława na której w porcie marynarze odpływający w morze zostawiali swoje kosztowności). UWAGA!!! tam gdzie nie ma pieniądza nie ma udziału państwa, państwo nie ma co opodatkowywać, jeśli natomiast coś kupujemy za pieniądze to wtedy co…płacimy podatek VAT. Ludzie piekąc własny chleb, hodując kury i świnki mogą żyć bez ingerencji państwa, przy założeniu, że nigdy nie zajrzą nawet do sklepu. Pamiętajmy nowoczesne państwa dążą do tego aby zarabiać na własnych obywatelach, uzależnionych w oczywisty sposób od pieniądza drukowanego w jednej tylko mennicy państwowej. Państwo oferujące wolność i demokrację bez możliwości korzystania z pieniądza będącego w obiegu i to jak najszerszym, staje się tyranią, państwem niewolniczym w którym anty-społeczne zjawiska biedoty i nadmiernego bogacenia nielicznych jednostek, mogą doprowadzić do rozpadu tego Państwa rzecz to jasna. Jeśli wielu nie ma nic, a jeden ma za dużo, to żadne polityczne hasła „moralnej odnowy” nic, nikomu nie dadzą. Zatem lepiej hodować świnie niż zajmować się polityką.
literki 02:42:46 29/07/2006 [komentarzy 1] Komentuj jeśli chcesz?

UCIECZKA.

Nie słyszałem jak do moich drzwi zbliżył się Teknoid, konstrukcja robota bazująca na dawnej lecz poprawionej wersji maszyny na wyposażeniu policyjnego wydziału do walki z narkotykami. Zza drzwi dobiegł do mnie jego elektronicznie zaprogramowany, zmutowany i modelowany głos.
- „ ostrzegam Cię Obywatelu, jeśli w ciągu dwóch minut nie otworzysz drzwi, zostaną one wysadzone w powietrze… 1 minuta 45 sekund, 1 minuta 35 sekund do wysadzenia…1.25, 1.15 sekund.
Otworzyłem szafę i wskoczyłem do środka, po chwili zapinałem już szelki, mocujące do dwu bazowego szybko-strzelnego działka samonośnego. Zakładało się je jak niemowlęciu – chodzik, dzięki któremu dziecko mogło stawiać swe pierwsze kroki na ziemi. Ten swoisty pancerz otaczał mnie niczym pancerny kokon. Pomiędzy nogami (mniej więcej w miejscu gdzie dziecko nosi Pampersy) znajdowała się skrzynia z amunicją z której ku tyłowi po plecach do wysokości ramionom przechodziły dwie niezależne taśmy podające pociski do karabinów. Moją amunicją, dzięki silne tej broni byłem w stanie przebić wszystkie ścianki działowe takiego budynku. Wiedziałem że ściany nośne (konstrukcyjne) zatrzymają te pociski, a dokładnie nie znałem rozkładu tych ścian tutaj. Akumulator, zasilanie, kalibracja celowników. Lewa ręka obsługiwała karabin obrotowy sześciolufowy wraz z niezależnym celownikiem strony lewej, prawa zaś ręka miała kilka dodatkowych funkcji (takich jak zakłócanie policyjnych urządzeń wizyjno-podsłuchowych oraz częstotliwości komunikacyjnych, wirusowanie baz danych komputerów znajdujących się w okręgu 250 metrów od miejsca w którym się znajdowałem), oprócz tego w ręku tym znajdował się niezależny celownik ręki prawej wraz z drugim działkiem sześciolufowym pobierającym pociski z taśmy z szybkością pięciu strzałów na sekundę. Zapas amunicji starczył na około dwóch minut ciągłego ognia z obu luf na raz. Mogłem zatem podziurawić niczym szwajcarski ser całą klatkę schodową dwunasto-piętrowego bloku mieszkalnego, bez naruszania konstrukcji nośnej budynku. Nie miałem ochoty na ceregiele i nie czekałem aż wrzucą mi do mojego mieszkania jakiś gaz lub granaty hukowe.
Teknoid był twardym orzechem do zgryzienia, gdyż posiadał szereg zabezpieczeń przed zwykłą bronią palną, granatami, shotgunami itp. Nie należało go atakować z przodu, gdyż składał się w hermetyczny sposób niczym jeż aż do chwili ustania ostrego ataku kierowanego w jego kierunku. Jego wadą było to że był sterowany przez policjantów z zewnątrz. Ludzie ci musieli opierać swoje działanie na obrazach kamer, choć dość nowoczesnych, ale jednak tylko urządzeń które ulegały częstym awariom. Widok z kamery nie oddawał atmosfery walki i nie był w pełni realistyczny. Częste awarie tego sprzętu niezbyt nagłaśniano z oczywistych powodów w środkach masowego przekazu. W odczuciu społecznym była to broń skutecznie poskramiającą wrogie elementy systemu prawa.
Zrobiłem krok w przód a wraz ze mną cała okrywająca mnie pancerna konstrukcja ruszyła do przodu. Nie czekałem aż Teknoid wysadzi drzwi i postanowiłem zacząć pierwszy.
Mój sprzęt wart był nieco więcej niż kilka mieszkań, pierwsze prototypy wyszły z japońskich fabryk broni około 6 miesięcy temu, mogłem zatem liczyć na zaskoczenie. Urządzenie do walki przynosiłem do domu w częściach także nikt z sąsiadów nie mógł domyślić się nawet co kryje moja duża szafa. Wykluczałem donos informatora, także policjanci mogli nie spodziewać się mojej reakcji na ich wtargnięcie. Dali mi dwie minuty na otwarcie drzwi za którymi stała ich gwarancja bezpieczeństwa – Teknoid.

Muszę uszkodzić Go pierwszego…pomyślałem celując dwoma rękoma i dwoma celownikami w kierunku zamkniętych drzwi wejściowych. Do wysadzenia drzwi pozostało 10 sekund. Jeśli uda mi się uszkodzić kamery Teknoida to będę ratował się ucieczką. Włączyłem zakłócenia co mogłoby doprowadzić do spowolnienia reakcji robota na mój atak. Jeśli go nie powalę to złoży się w pancernego jeża i nie uda mi się go unieruchomić.

- „ masz ostatnią szansę poddaj się” usłyszałem jak przez mgłę niczym we śnie. Nacisnąłem dwa spusty i wycelowałem w stronę drzwi wejściowych ku którym posypały się pociski. Potężny hałas, wibracje mojego ciała i ból ramion które musiały ściągać ku dołowi lufy karabinów unoszących się z powodu siły odrzutu. Następny krok do przodu, ale ciężko… uniósł się już pierwszy dym z luf z których wylatywały rytmicznie pierwsze pociski. Drzwi k…wa już nie było, lewy karabin nieco zmienił tor lotu pocisków i rozp…ił kawał ściany na lewo od otworu drzwiowego. Cegły i tynk fruwały w powietrzu, części framugi rozpryskiwały się jak zapałeczki. Zobaczyłem teraz sylwetkę Teknoida który miał jedno z ramion już rozerwane, leżało częściowo na ziemi z siecią w którą miałem się zaplątać, a która miała być na mnie zarzucona. Niestety robot zareagował na mój atak zbyt szybko i zaczął się cofać. Ku…wa m…ć trafiłem go w kilkanaście razy, działka wypryskiwały smugi pocisków z szybkością 10 pocisków na sekundę. Strzelałem chyba około 5 sekund zatem zapas ognia miałem na około jedna minuta pięćdziesiąt pięć sekund. Gruch gruuu gruuu grruuu grrrrrrrrr zospirzaałeeeem wszystko w jego obrębie, widziałem jak pod wpływem siły ognia zachwiał się i zaczął tracić równowagę. Grzmotnięcia pocisków w pancerne ustrojstwo przynosiło spodziewane efekty, Teknoid przechylał się do tyłu, jego funkcja składania została zablokowana. Wnet potężny huk od strony okna uszkodził mój słuch i na chwilę nie wiedziałem co dzieje się. Przez 2, 3 sekundy nic nie widziałem i nie słyszałem…musiałem obrócić się o jakieś sto stopni w prawo aby odeprzeć atak z okien. Obróciło mnie nieco więcej i poczułem jak na pancerz padają pociski z lekkiej broni maszynowej, jeden pocisk trafił mnie z boku w okolicy języka i przeleciał przez otwarte usta wybijając mi fragment górnego zęba…poczułem jak ciepła krew zaczyna spływać mi po ustach. Potworny ból, poczułem strach, czułem że tracę kontrolę, że zabiją mnie. Je..ć ich… cyngle działały lekko, odwróciłem się w stronę okien i cofając się waliłem we wszystko co moim zdaniem mogło się ruszać. Firany fruwały w strzępach doniczki i ziemia z figowca i mandarynkowca, które tak długo pielęgnowałem rozbryzgiwały się po ziemi i ścianach. Wrzaski ludzi uciekających na dwór i ten potworny huk działek, to było wszystko na czym można było się teraz skupić. Stawałem się mordercą, niszczyłem ludzi którzy przez balkon wtargnęli do mojej oazy spokoju. Powoli obraz zaczął się wyostrzać… nie było balkonu , pozostały jedynie zbrojenia i uszkodzone fragmenty betonowej płyty balkonowej. Nikt zatem ze strony okna nie mógł mnie atakować. Wyłączyłem ogień i lufy powoli przestawały się kręcić szumiąc jedynie jak wiatraczki na wietrze. Kilku zabitych w czarnych maskach leżało skąpanych we własnych kałużach krwi. Zadymione wnętrze powoli odsłaniało obraz dokonanych zniszczeń. Oddychałem bardzo ciężko musiałem uciekać …duszę się w tym gorącym jak piec pancernym gorsecie. Jego zdjęcie oznacza natychmiastową śmierć – muszę uwolnić się z tego koszmaru muszę uciekać… Podnośniki ruchowe działają dobrze, przesunąłem się w stronę drzwi… na klatce schodowej sąsiadujące z moim mieszkanie z na przeciwka nie miało ścian. Widziałem wszystko co znajduje się w środku. Nikogo już nie było lub ludzie nie żyli. Ile jeszcze ofiar pociągnie ta próba ognia. Zwalony na posadzkę Teknoid został uszkodzony… ruszyłem ku wyjściu. Mieszkając na parterze miałem zaledwie kilka kroków do wyjścia z bloku. Ruszyłem ku niemu. Krok, drugi, trzeci, czwarty, zwrotnice przenoszące ruchy synchronizujące moje ciało i ruchy pancerza działały sprawnie. Włączyłem nadajnik, sygnał został wysłany. W ciągu kilkunastu sekund będę wolny… Otworzyłem drzwi wejściowe… policja krzycząc coś przez megafony usiłowała wymóc na mnie posłuszeństwo. Poukrywani za samochodami gliniarze wydawali nie zrozumiałe dla mnie rozkazy. Byłem chyba ogłuszony nic nie rozumiałem z tego co do mnie krzyczeli. W tym co miałem na sobie byłem nietykalny dla ich pistoletów i gunshotów, chyba o tym wiedzieli…bo nikt nie strzelał w moim kierunku. Za piętnaście sekund transportowiec gwiazdowy odbierze mnie z podwórza mojego domu, ziemskiego domu. Jaką jeszcze cenę zapłaci ziemski gatunek za to że pragnie zgłębić tajniki takich istot jak Ja. Ileż to istnień ludzkich pochłonie ten pęd ludzkości ku temu co nie znane. Ku technologii której żadna istota ludzka nie odkryje przez następne tysiąclecia. Ale ktoś z ziemian mnie znalazł, ktoś znał moją kryjówkę i ktoś za mną podąża. Lecz nie tym razem, nie czas to jeszcze.
Potężny latający krążek o średnicy kilkuset metrów zbliżył się do stojącej w pancernym uzbrojeniu istoty i przeniósł ją na pokład, unosząc ku górze na jakieś 75 metrów. Po chwili niczym ptak unosił się ku górze w stronę bezkresnego nieba, emitującego czystą energię gwiazd, kryjących tak wiele…wiele jeszcze nie wyjaśnionych tajemnic…Ostatnie chwile masakry zarejestrowały największe krajowe stacje telewizyjne i radiowe. Ziemianie od tego dnia wiedzieli, że nie są jedynymi we wszechświecie od tej chwili rozpoczęła się nowa era ludzkości, nazywana erą kolonizacji.
literki 03:07:26 18/07/2006 [komentarzy 0] Komentuj jeśli chcesz?

DROMADER DEWIANT CO OZNACZA TEN ABSURDALNY TEKST

Mój melonik, mój kartonik mój p…szony saksofonik. O normo społecznego bytu karząca kłaniać się i milczeć „stul mordę i milcz” gdy witasz się z Panem „chamem”. Przechodząc obok tak bezimiennie, popatrz na człowieka takiego samego jak Ty. Chwilowa serdeczność w trakcie mszy, na znak kapłana (przekażcie sobie znak pokoju) a potem OBOJĘTNOŚĆ… Mój melonik, mój kartonik, mój p… saksofonik. Schamienie na co dzień, gdzie są zegary, eleganckie, dyskretnie pokazujące czas. Teraz tylko komórka i wielkie busole na ręku w stylu : „bo mnie stać”. Dlaczego płytkie zachowania są tak ekspansywne, na ulicach tysiące lafirynd za nimi dziesięć tysięcy łysych pał oglądających ich biusty i obcasy. Miliony srebrnych Alu-felg na których wykańcza się zawieszenia. To zwraca uwagę niiieeee, tylko po co w jakim celu…???? Mój melonik, mój kartonik mój p…szony saksofonik. Czemu to służy??? Kreowaniu tępoty jako stanu trendy? Byciu na fali bez względu na finał?. Jesteś na topie ty jełopie…!!! Odrzucenie brzydoty – starości i jednocześnie MĄDROŚCI w imię głupiej, naiwnej, młodości.Promocja głupoty to hasło XXI wieku. Reklama wyszydza starość (radzę się temu dokładnie przyjrzeć…oto przykład: billboard ze staruszką bez zębów, przykład 2: starsza babcia przechodząca przed wozem strażackim.) promuje się plastyczność, piękno tak, ale głupie, (przykłady: wybory miss nastolatek, czy też wybory młodocianych modelek). Niszczy się wartości w imię plastyczności wizerunku. Mój melonik, mój kartonik mój p…szony saksofonik. Bądź piękny ale niezbyt mądry, bądź małostkowy i myśl o sobie, dbaj o wizerunek, zapomnij o zasadach. Jeśli często się Ci kłaniają oznacza że otrzymałeś status: Pana „chama”. Mój melonik, mój kartonik mój p…szony saksofonik.
literki 02:19:43 5/07/2006 [komentarzy 7] Komentuj jeśli chcesz?

BLOK

Przed wyjściem do pracy zjechałem windą do głównego holu naszego bloku… Dzień dobry odpowiedział mi portier i ustawiłem się w kolejce do wyjścia. Za mną jakiś zdyszany mężczyzna, zagadnął do mnie:
- Przepraszam czy dziś będzie nowa pasta do zębów?
Odparłem natychmiast:
- Nie wiem… wczoraj zabrakło mydła i nie umyłem się pod pachami, nie lubię jak w tramwaju obwąchują mnie „latynoskie dziewczęta” ??? zdziwiło to Pana z tyłu, który gorączkowo zawiązywał szlafrok w kolorze lila/róż.

Przede mną jakaś nieznana mi dziewczyna czesała włosy, trzymając w ręku szczotkę i jakieś tam spinki. Powoli nasza kolejka przesuwała się w kierunku drzwi wyjściowych za którymi ustawiano wielkie lustro, umywalkę, kartonik jednorazowych szczoteczek do zębów, kartonik mini mydełek, które wynosiło się dla znajomych…bo były takie fajne haaa… W naszym bloku nie było luster, ani grzebieni, szczoteczek do zębów, ani innych przyborów toaletowych. We wtorki i czwartki podjeżdżał do nas objazdowy samochód pralnia i wszystkie rzeczy białe prało się we wtorek, a kolorowe we czwartek. Opanowaliśmy do perfekcji system metkowania ciuchów i tak jeśli ktoś mieszkał na trzecim piętrze miał numer ewidencyjny zaczynający się na 03…potem numer mieszkania na przykład 37 czyli 03/37. Dalej osoba najstarsza z lokalu 37 miała numer 01, po niej osoba młodsza 02 i tak dalej… Ja mieszkam na trzynastym, mieszkania sto siedem i jestem czwarty w kolejności po rodzicach i starszej siostrze, zatem mój numer to 13/107/04. W zeszłym tygodniu jakiś dzieciak z drugiego piętra zadzwonił do nas do domu i kiedy ojciec otwierał drzwi…łobuziak miał na głowie założone moje sexy majciochy w grochy i z niezadowoleniem oddał je ojcu, krzycząc: Strasznie obcisłe te majty….strasznie… do dziś zastanawiam się czy je założyć, czy też nie. Fajnie kiedy po praniu wyciągane są damskie majciochy i staniki, można dowiedzieć się która sąsiadka jakie ma „cycuszki” i tak dalej. Najgorsza to jest ta z pod dwójki na parterze, jej majciochy to tak cuchną, że aż strach…
- Pani Edwardo – krzyknąłem do sąsiadki witającej się z osobami czekającymi do wyjścia –pani ratlerek Pipi znowu nalał na naszą wycieraczkę…
- To nie on – niech Pan nie opowiada takich bzdur, właśnie wracamy ze spaceru…jak Pan śmie i tak dla Pana nie wystarczy już dziś ciepłej wody haa…. Będziecie się myć w zimnej – oznajmiła na głos wszystkim oczekującym do wyjścia, po czym - wsiadła do windy naciskając trzynaste piętro – choć Pipciu, tu nas nie lubią, podli ludzie.
No nie znowu zabraknie dla mnie ciepłej wody, jędza – pomyślałem.
Kolejka powoli przesuwała się.
Raz na tydzień instalowano prysznice z takimi białymi kotarkami i natryskami które często nie były szczelne i woda lała się z nich w różnych kierunkach, często na boki. Czasami trafiał mi się taki natrysk co najlepiej byłoby gdybym mył się za własną kotarą czyli u sąsiada. Czasami sięgając po mydło leżące na ziemi otrzymywałem sromotnego klapa w tyłek, i wtedy wszyscy w około rechotali się i śmiali się z mojej niezdarności. Mówię Wam lepiej nie gubcie mydła pod spółdzielczymi natryskami.
O właśnie doszedłem do wyjścia…nie ma więc o czym dalej pisać sama rutyna. Najpierw szczoteczka do zębów logo „wiewiórka” , mydełko i szczypta pasty leżąca wyciśnięta obok kranu na takiej większej kupce (taka jak się je ketchup). Maczasz szczoteczkę w kupce pasty do zębów i je czyścisz, rutyna… potem mydełko i zimna woda. (uduszę kiedyś tą „pipciową”). Następnie mycie pod paszkami, zakładanie majcioch, skarpetek, koszuli i do lustra …tutaj wyszczerbionych leży kilka czarnych grzebieni, czesanie, troszkę żelu z kupki i w drogę czas rozpocząć nowy dzień.
literki 03:01:21 4/07/2006 [komentarzy 1] Komentuj jeśli chcesz?