Zobacz wszytkie serwisy JOE.pl
blogiblog4u.pl blogiblogasek.pl katalog stronwjo.pl avataryavatary.ork.pl czcionkiczcionki.joe.pl aliasydai.pl, ork.pl, j6.pl tapety tapety.joe.pl obrazkiobrazki na NK
Online: ---
zdrowie i choroby nieruchomości na mapie
literki *LITERKI - blog4u.pl

LITERKI



menu

  1. Strona Główna LITEREK.
  2. Aby zapamiętać tę stronę - kliknij tutaj.

księga gości

  1. Księga czytelników. 6
  2. Wpisz się do Księgi czytelników.

literki

Mój profil

Pozdrawiam WAS WSZYSTKICH. AUTOR LITEREK :)

Opis bloga

Filozoficzne formy literackie, opowiadania, proza, eseje i trochę fantastyki. Wszystko jest utrzymane tutaj w przedziwnym klimacie do którego poznania ZAPRASZAM.

mój avatar

archiwum

    2016 Lipiec Maj 2015 Marzec 2014 Lipiec 2013 Grudzień Wrzesień Marzec 2012 Wrzesień Sierpień 2011 Sierpień Styczeń 2010 Wrzesień Sierpień Lipiec Kwiecień 2009 Listopad Wrzesień Maj Kwiecień 2008 Grudzień Listopad Sierpień Styczeń 2007 Listopad Wrzesień Lipiec Kwiecień 2006 Grudzień Październik Wrzesień Lipiec Maj Marzec Luty

linki

    FA-ART Miesięcznik Literacki wraz z bogatym archiwum tekstów literackich od roku 1998.
    Zbiory prac naukowych z różnych dziedzin filozofii.
    witryna czasopism literackich
    Magazyn pop kulturalny - Esensja.
    Czytelnia przedruków.

ulubieni

Licznik odwiedzin

Zajrzało tutaj już 112287 osób

INTERPRETACJA ŻYCIA.

Nowe sprawy inicjują zmianę w czasie i multiplikują obraz nas samych w relacji do innych osób z naszego świata "Ja jako istota społeczna-zmienna samoocena". Każda minka i grymas kształtują i szeregują pozycję naszej tymczasowej myśli, a następnie generują nowe poczucie naszej samoświadomości na daną konkretną chwilę. I dzieje się to nieustannie od euforii do depresji i z powrotem jak na rollercoster. Łączenie chwil w szeregi czasowe powoduje zachodzenie realnych zmian, którym towarzyszy zjawisko "przebycia pewnego odcinka na osi czasu". Zjawisko bierności przynosi poczucie w dłuższym okresie czasu niespełnienia i dyskomfortu na płaszczyźnie socjologiczno-społecznej. Zaniechanie poprzez tkwienie w bierności, poprzez zastopowanie żądania samokontroli własnego Ja, takie budowanie postawy nie poddającej się osądowi świata zewnętrznego powoduje powstawanie coraz to bardziej przykrych, karykaturalnych wręcz sytuacji na osi czasu, które powiem dobitnie dewastują samoocenę i własne ja społeczne. Notoryczne unikanie realnych i przykrych dla nas sytuacji, dla naszej samooceny, ciągłe wytrącanie się i unikanie bycia "poniżonym, nie umiejącym i będącym w niewiedzy" skutkuje wytrąceniem z równowagi pomiędzy ja społecznym i ja indywidualnym. Narcyzm i samozachwyt, pycha, uczuciowy autyzm, negacja własnego upadku i podnoszenia się z niego, poprzez oratoryjne wychwalanie siebie "Co to nie JA", przynosi negatywne implikacje i zubaża nasze ego (już na poziomie podświadomości, która do świadomości dociera po pewnym czasie) i o zgrozo następnie generuje wydumane alter ego wytrącając nas kompletnie z równowagi. Równowagi pomiędzy życiem i śmiercią. W tej grze o przetrwanie o życie albo śmierć. Pomiędzy przyczyną, a skutkiem, pomiędzy dobrem i złem, ja nazywam to punktem przebywania człowieka, ludzkim bytem. To byt lub bycie pomiędzy, to wyważenie, odnalezienie miejsca w punkcie równowagi poprzez zdobytą wiedzę i życiowe doświadczenie pomiędzy tym co dobre a co złe oto perspektywa patrzącego na świat i jego miejsce. To również swoboda wyboru pomiędzy dobrem i złem stanowi kwintesencję człowieczeństwa, a człowieczeństwo to pełna świadomość tego co jest czym i jak to się nazywa po imieniu. Spojrzenie na czas, rzeczy i skutki własnych działań z perspektywy z tego punktu oparcia, równowagi do którego każdy powinien zmierzać i stać w nim stabilnie aby poczuć tę pełnię i satysfakcję z tego gdzie jest i kim jest. Oto istota życia i miejsca człowieka na tej ziemi. Istota człowieczeństwa.

Zdarzenia i sytuacje zachodzące w ciągu dnia to ziarna i plewy rzucane nam przez los i jego sprawiedliwą, bezimienną niezmienność zachodzącą w szerszej perspektywie czasowej. Przysłowiowe jak se pościelisz tak się wyśpisz obnaża ludzkie niedoskonałości. Los bowiem niezmiennie równoważy zdarzenia dobre i złe po to abyśmy poczuli znaczenie realności świata w którym funkcjonujemy. Jest to niezbędny, jedyny, uniwersalny oraz wszechogarniający kanon prawdy dotyczący wszystkiego co rusza się i chodzi po tej Ziemi. Tak jak nasz ludzki byt rozpatrywany na płaszczyźnie gatunku homo sapiens, genetyki, nauki i obszarów wiedzy oraz postrzegany jako byt tchnięty palcem Boga do którego miłości powinniśmy podążać zbierając żniwa naszych ludzkich doświadczeń i upadków.
literki 18:00:03 6/07/2016 [komentarzy 0] Komentuj jeśli chcesz?

SPONTANICZNIE, MELANCHOLIJNIE I ARTYSTYCZNIE.

Ogarnij się, zacznij działać i uruchamiaj zalążki interakcji z otoczeniem w którym zapoczątkował ktoś twoje pojawienie się na tym świecie. Ruszaj na nowy, poprawiony kurs życia. Opiekam kurczaka ręcznym palnikiem gazowym. Pogmatwane losy każdego z nas należałoby potraktować korektorem wymazującym przeszłość do białości. Takiej pustej kartki nie da się już odtworzyć, gdy tyle pojawiało się brudnych kleksów, odcisków potu i łez oraz tych licznych pozakreślanych błędów wyskakujących co chwila w trakcie życia. Szkoda? A może nie szkoda, bo zwie się to przeszłość. Ta brudna kartka pozostaje i oby nie przylepiono jej nam do czoła w drodze na tamten świat. Śmiesznie? Jak dla kogo.
literki 21:54:01 23/05/2016 [komentarzy 0] Komentuj jeśli chcesz?

PROZAIK STEFAN.

Stefan hola, hola, nie założyłeś dzisiaj czystych skarpet bo strasznie śmierdzi na klatce.
- Pani Drożdżowa... ma Pani już nową ceratę na stół?
- Nie, a skąd wiesz że mi jakiś ch...ją zapierdolił?...
- Z faktu[gazeta] - i tu u Stefana następuje przaśny i słowiańsko brzmiący śmiech.
- Skąd? - dobiega już z oddali głos Pani Drożdżowej.

Jak zejść po schodach nie czując tego smrodu? w tej mega zapachowej bombie, może? intelektualnej eksplozji i oscylacji wizyjno-pomiarowej, tej specyficznej huśtawce nastrojów od stęchłego smrodu na wstępie,po przejściu przez liczne fantasmagorie myślowo-słowne, otrzymane w promocji i zakupione od fryzjera Maciaszczyka z ulicy Kolskiej... dwa razy walić dłonią w parapet, aż otrzymasz butlę bimbru od Elżbiety oddech mroczna pieczara co pędzi ten smrodliwy samogon i szlugi jara.

Ostro wypaczony na lewo oko, spoglądające w zupełnie innym kierunku niż to prawe, spogląda na własne wiązane w pośpiechu buty, starte od tego codziennego marszu po faje [faja: papieros].

Odgłosy biegnące od rzeźnika Michała i sfora psów leżących przy wycieraczce na własnych pyskach do których od rana, czasami lub z rzadka rzucane są tłuste ochłapy z resztek mięsa. To jednak nie moja wizja, ten widok jest tylko waszą nową zmorą, ponurą fotografią z obrazem zatrzymanym w jednej chwili, widzialną paranoją w wyimaginowanej rzeczywistości Stefana. Widzialność w iluzji to generowanie czegoś bez asysty logiki i materii, możliwe!

Myśli Stefana... myśl pierwsza.
"Szesnaście olbrzymich kruczo-czarnych wilkołaków wpatrzonych jest teraz we mnie, a ja wpatrzony jestem w nie. Ich zębiska wyczekują kontaktu z nogami Stefana, które choć kościste jednak na jego zgubę są pożywnym śniadankiem dla tych bestii. Czasami te bestie zamieniają się w pasikoniki wiszące na łodyżkach z kości kurcząt, sprytnie oplecionych wiązadełkami z żyłek aligatora w formie kościstej trzciny tataraku. I to ich ujadanie jednych na drugie-demoluje mózg od świtu. To wieczne stukotanie,monotonne,powtarzalne i miarowe niczym świszczący i stały podmuch szkwału znad ulicznego kanału, którym przepływa barka kominiarzy, którzy przeczyszczają kominy stukocząc tymi swoimi kulami ze stalowymi linami zawieszonymi na ich szyjach. I tak dyndają ci kominiarze na wietrze wraz z własnymi szczotami na linach, a tamci Ci inni również ubrani na czarno rozpalają wraz z tubylcami ubranymi w skóry dzikich zwierząt tzn. lokatorami z budynku nr 16, vis a vis mnie mieszczącego liczne, bo aż dwa ogniska miłości na pierwszym i drugim piętrze w których palą się kondomy niczym iskierki". Koniec myśli.

Myśli Stefana... myśl druga.
"Ależ nie ruszę się bo mam sforę bestii przed sobą i w dodatku założyłem odwrotnie buty, prawy na lewą nogę albo lewy na prawą nogę. Ale zaraz to ustalę tylko założę płaszczyk, bo przed domem wyrósł kanał i pływają na nim amsterdamskie domy-barki i strasznie ciągnie od nich wilgoć, aż mnie trzęsie. [od tych kanałów]. Bo do barek to mnie ciągnie, bo przez te małe okienka człowiek chciałby zapuścić żurawia. Płaszczyk [nie założony prochowiec-lecz wyimaginowany] działa...tu brzoza, tu brzoza jak mnie słychać. Ja grab, ja grab odwalam instynktownie scenę z czterech śpiących i cna do cna aport, waruj cnie". Koniec myśli.
Nagle...
- Do dna, do dna Stefan, napijesz się?
- Potem - odpowiedział Stef.
Sąsiad Ibiszek koncepcję ma zawsze nową na toto-lotka i zapija niepowodzenia jak przegra. Po prostu pije, czyli chleje non stop bo przegrywa ciągle.

Myśli Stefana... myśl trzecia.
"Wreszcie mam chwilę aby spojrzeć na nogi wyciągnięte z butów. Oj... co ja widzę lewa noga jest po prawej stronie i gruby paluch znajduje się na zewnętrznej części stopy. Oj jak zajebiście. Nogi jak u Niziołka z Władcy Pierścienia. Tup, tup, tup i tup przytupuję sobie tak dla hecy i wnet za mną stado młodych gęsi, stoi tak gęsiego i gęga jak na jakimś gęgowisku.
O matko polko, syna jednego rodzonego co żeś nie widziała latami, piszącego do Ciebie Matko, taką oto pocztówkę czasami:

-"Wiem Mamusiu, że wyszedłem tylko wyrzucić śmiecie, ale jestem w Budapeszcie i bądź spokojna ale zapewniam Cię tymi słowami splecionymi na szybko
i niegramatycznie, że te laczki co w nich wyszedłem
z domu jeszcze się dobrze sprawują. Pa twój Degenerat".

Ten to, po Europie zapierdala w laczkach to na ch... mi te buty? Idę boso". Koniec myśli.

Stwierdzam ten fakt jako narrator, iż jeszcze na świecie nie ma takiej obuwniczej fabryki, która by opracowała buty na takie NOGI ! Lewo skrętną prawą nogę i prawo skrętną lewą. Czyli rozmijam się z każdy krokiem i dopasowuję się coraz bardziej z otoczeniem, które widzą moje zezy po ojcu, ale to nic, żebyście widzieli zeza mojego pra, pradziada to był legendarny zez. Jego wysokość Car Mikołaj nadał order memu dziadowi niejako protoplaście kurczaka co ma oczy po bokach głowy. Order dwugłowego orła za zasługi w sprzedawaniu Polski na zaborcze plastry, otrzymał mój pradziad order za to. Mój pradziad miał przydomek ptasznik i zajmował się konfiskatą mienia po sprzedanych przez siebie sąsiadach, których wysyłano potem na Sybir w wagonach. Szczególnie lubił przeczesywać komórki ze zbożem bo dziób miał spory i był stale głodny jak to ptasznik.
- Jak mnie zdradzisz to Cię zadziobię na śmierć - tak wyzywał prababkę z domu Grzęda, no Grzędzielska była prababka z domu, bo lubił na nią co noc wskakiwać
i dziobać tym swoim dziobem. Wiem to z drzewa genealogicznego mojej rodziny, co za Cara karierę największą zrobiła. No wiecie sprzedażą się zajmowali z zawodu donosiciele-sprzedawcy, no taki zawód mieli sprzedawca dusz czy jakoś tak. No taki sprzedawca jak u Gogola tylko, że żywych sprzedawali, a nie umarłe dusze co nie.
- Wygrałeś sąsiad, dzisiaj? - zapytał Stefan, zdejmując obuwie i wsadzając je sobie pod pachę.
- A piję niby po co Stefan? po to, by nie myśleć
o dzisiejszej fatalnej rozgrywce.
- Nie martw się Ibiszek - wycedził sepleniąc przez swoją i to znaczną szparę w przednim zębie - jutro wygrasz, daję słowo.
- Idę po fajki - a może ty masz jednego szluga Ibiszek?.
- Jakbym miał, to nie stałbym na klatce Stefan, tylko leżałbym w wyrku niczym papierosowy magnat.

Czas już o krok ruszyć dalej-myśli Stefan-po te fajki, a tu z okna coraz bardziej pochmurno-deszczowy krajobraz tańczących i stukoczących kropel odbijanych przez własną energię spadania w dół od parapetu za oknem. Założę jednak prochowiec, albo skoro jestem prochem i w proch się zamienię to po co mi prochowiec? Nasiąknie mi głowa niczym gąbka i wleje się w me wnętrze niczym wypełnienie wodnej kanwy na etiopskim błotnisku na którym radośnie małe murzyniątka, hałaśliwie machają rączkami i zbijają kapiące z nieba krople monsunowego deszczu w różnych kierunkach świata.
Dzisiaj mają święto i nie muszą myśleć o nadciągającej suszy. Święto to brak przymusu, to lenistwo pod kontrolą i planowane działanie bez specyficznego harmonogramu opisującego co należałoby zrobić, aby uznać iż dany dzień nie był dniem świątecznym lecz roboczym.
Następny stopień wtajemniczenia, czyli Stefan robi kolejny krok na dół w stronę punktu odbioru fajek, które oczekują na niego niczym siano leżące na kupce i czekające aż je ktoś zjara.

Myśli Stefana... myśl czwarta.
"Słoik olbrzym z zakręconym wiekiem i strzałką w którą stronę zakręcać i odkręcać nakrętkę. Widzę go przed sobą, czyż go nikt nie widzi to jakiś potwór,a w nim megatonowe ogórki. O rany w środku pływa sąsiadka z pod jedenastki, ależ jest sztywna i wychudzona i ubrana w tej odwiecznej różowej podomce, co ciągle paradowała w niej niczym flejtucha po klatce w pozie krętaczki i kapusty-donosicielki. Pochowana i ukwaszona, korniszonica jedna. Czuję, że jak za życia nie jest zjadliwa bo jak żmija wije się wewnątrz słoja i małe węże wypływają i wpływają jej z ust przenosząc się do uszu i z powrotem i wiją się jak nici z kłębuszka wełny. Nagle...poruszyła się... o rany ma jakieś drgawki i chyba wypuszcza soki w tym odmęcie pomiędzy olbrzymim koprem i zębami czosnku dodanymi przez jakiegoś olbrzyma do smaku".
Po tym co widział Stefan, a był tym wstrząśnięty i zszokowany jeszcze przez wiele lat, obiecał sobie i przysiągł własnej żonie i przy asyście księdza dobrodzieja, że nigdy więcej z własnego domu nie wyjdzie po fajki, tylko zamawiać je będzie kurierem, który dostarczy mu je z kiosku na dole.
Po całym zajściu strasznie zabolała Stefana głowa, ale zanim legł na własną pryczę, zadzwonił jeszcze po straż pożarną aby usunęła z klatki schodowej ten megatonowy słój z korniszonami.
Podobno zajadają się tymi wielkimi ogórami w Japonii, bo takich frykasów tam nie można kupić.
Sąsiadkę z pod jedenastego podobno wyciągnęli z tego słoja i przenieśli do muzeum figur woskowych w Tokio. Teraz pokazują ciało tej kreatury, jako swoisty wybryk natury. Podobno uznano to za dzieło jakiegoś japońskiego artysty. "Wiedźmę z wężami" mają wystawić na aukcji w słynnym domu aukcyjnym Christie' s z filią w Hong Kongu, a cena wywoławcza to milion trylionów dolarów".
literki 02:37:54 14/03/2015 [komentarzy 0] Komentuj jeśli chcesz?

ZESTAWY SŁOWNE NIE STOŁOWE.

Starodawne klucze, czasołamacz oraz otwieracz do serc, oraz przecinak do pasów cnoty to zestaw obowiązkowy przeciętnego żigolaka. Guma do żucia, wydęte policzki i polip w nosie to zestaw obowiązkowy hejnalisty z trąbą. Turban, zestaw do zdalnego sterowania i mikrofalówka przerobiona na bombę zegarową to zestaw obowiązkowy niszczyciela cywilizacji europejskiej. Worek z pretensjami, wspomnienia o nieszczęśliwym dzieciństwie, wiadro z gruzem po zburzonym domu to zestaw obowiązkowy ślepo wierzącego w prawa Murphiego. Kac i rzucanie k...mi to zestaw obowiązkowy przepoconego pijaka. Brak czystej bielizny na skórze pomimo zmieniania kilkakrotnie wierzchniego odzienia to zestaw obowiązkowy Jacykowa Pajacykowa. Sto milionów długów, brak perspektyw na ich zwrot oraz liczne kace i wypociny wydawane w formie ustaw do Sejmu to zestaw obowiązkowy znajomego ministra skarbu. Przechlane życie to zestaw obowiązkowy kogoś kogo mam na myśli. Wrodzone chamstwo, morda jak niewypał brak ogłady i kultury to zestaw obowiązkowy tego któremu zamierzam dać w mordę. Żwirek i Muchomorek to zestaw obowiązkowy PRL-owskiej młodości z licznymi mdłymi polami w pamięci oraz braku perspektyw na betonowym blokowisku wśród zawistnych sąsiadów, podobnych do gołębi o powykrzywianych skrzydłach uniemożliwiających mi lot to zestaw obowiązkowy mieszkańca średnio-ludnego miasta w Polsce.
literki 16:43:09 3/03/2015 [komentarzy 0] Komentuj jeśli chcesz?

JEJ POMIDOR, JEJ CENA, JEJ WŁADZA...

Na drewnianym zydlu, taborecie i w rozkroku zajadając obrane jabłko, siedzi spocona handlara-matrona. Zapocona sukienka niczym spadochron ulewa się jej pomiędzy nogami. Ale tej jej pomidory! wielkie i soczyste leżą w około i świecą tą swoją promienną czerwienią, naelektryzowaną Słońcem. Ta dyktatorka rzuca spojrzenia nikczemnikom przechodzącym obojętnie i liczy na długo oczekiwany zysk... bo z własnej działeczki są te MALINÓWKI.
Oj! jak ona nie na widzi tych co nie kupują jej, skarbów, długo oczekiwanych raz w roku rodzących się tych pomidorowych bomb. Jak ja cię nienawidzę! wydaje się rzucać jej spojrzenie kiedy przechodzisz obojętnie.
Jak gdyby nieustanie chciała ugasić w sobie to ciągłe uczucie żalu, że jest się nikim ważnym
i jest się pomiatanym przez ten świat. W dodatku te przedzierające się przez niebo gorące powietrze wysuszające handlarkę, jak gęsie podroby i resztki zatęchłego mięsa.
W tej niechcianej dla siebie sytuacji tkwi z opuchniętą od żaru twarzą i siedzi w tej pozie bez ruchu aby móc dalej pocić się bezustannie od gorąca spadającego z nieba jak ognisty płomień, parzący i namolny.
Ta wewnętrzna agresja nie mogąca ujawnić się na zewnątrz, drzemie stłumiona niczym
lew w zamkniętej klatce jej wewnętrznej podświadomości. A może i świadomie wyrzucanej przez uczucie agresji na jej zbolałą twarz. Tworzy swoisty portret agresji o obojętnym obliczu. Zamknięta w klatce w tych zewnętrznych okolicznościach tego świata, tej okolicy, tej chwili i tego subiektywnego poczucia styku własnego ciała z danym miejscem
i z określonym przeznaczonym do tego celu-czasie.
Bez możliwości ucieczki. Złość, może cierpienie i oskarżanie siebie że coś poszło w moim życiu nie tak, tkwi głęboko w mimice jej twarzy. Nasuwa się tu porównanie do wynaturzonej dyktatury systemu politycznego posiadającego ludzką twarz prezentowaną na billboardach wychwalających nadprzyrodzone cechy i cnoty liderów prowadzących kraj do idylli życia w rajskich ogrodach. Z drugiej strony jednak systemu o obliczu bezlitosnego i krwawego niszczyciela własnych wymyślonych przez siebie wrogów. Systemu, chorego ze swojej natury ale równie impulsywnego i ekspansywnie rozpościerającego i rozprzestrzeniającego się na całą okolicę niczym rozłożone w klatkach tej przekupki pomidory-owoce jej trudu. Pomidorowe warzywa i witaminy.
Dyktat ten co prawda jest tu swoisty i nie groźny bo jedynie posiada charakter sytuacyjny
i chwilowy, ale za to jednak ustalający własne reguły gry w tak zwanej mikro perspektywie tych paru kostek chodnikowych i kawałka trawnika zajętego przez jej toboły. Dyktat ceny za kilogram i an grosza mniej, koi choćby chwilowo troski i smutki nagromadzone na przestrzeni całego jej życia...
Duma i swoista chęć panowania nad daną sytuacją, choćby przez chwilę aby stać się kimś. Kiedy jest się nikim ważnym. Albo aby móc zadecydować o cenie kilograma pomidorów i poczuć, jak to jest mieć władzę nad światem, kiedy ten świat ma cię za nic.
literki 02:54:04 29/07/2014 [komentarzy 0] Komentuj jeśli chcesz?

NOWA

Powstaje z niczego i budzi się do życia
literki 03:08:30 6/12/2013 [komentarzy 0] Komentuj jeśli chcesz?

INDYWIDUALIZM NASZ WRÓG !!!

Odcięty od wiedzy masz za to informacje (czyli śmietnik), pełno, pełno internetowej informacji. Szukać czegoś w śmietniku? A komu by tam się chciało. Ostry społeczny wstrząs bez dwóch zdań potrzebny od zaraz. Taka demolka w stylu jesiennej dupy średniowiecza (Pulp Fiction) potrzebna–zamawiać-dzwonić może dostawa gratis!!!. Tworzące się generacje młodych insektów, lanserów i pół mózgów poobdzieranych z etosu jednostki (JA) bo inaczej jesteś nie przystosowany do czasów facebooka i społeczeństwa wtyczki flash
i oprogramowania JAVA które już po pierwszym pobraniu najnowszej wersji ich jakże cennego oprogramowania funkcjonującego w miliardach urządzeń, wgrywa Ci wirusy do twojego kompa. Korporacyjny szarak jest top of the top tu i teraz. Nie ważne, że wypierdolą go za parę sezonów na zbity pysk Ci z zarządu i to ci sami którzy go niedawno zatrudnili. Ale najważniejsze jest to, że korporacyjny nie ma ryzyka i nie wie z czym to się je, jest przemaglowany i tak płaski, że możesz wytrzeć nim buty nie wiedząc, że właśnie odbył on kolejne szkolenie i tak go sprasowali, że myślisz, że to dywan. Sentencją i genezą każdego społecznego postępu jest jednostka i jej wrodzone umiejętności. Jeśli ze świata biologicznie nam znanego, gatunku ludzkiego wyeliminujemy myślące jednostki to wówczas pozostaną jedynie biologiczne kreatury podobne do ludzi, lecz nie będące już ich pierwowzorem lecz wykreowaną sztucznie ich mutacją. Nie trzeba jak w Matrixie zmieniać otaczającej rzeczywistości, trzeba zmieniać ludzi i bez skomplikowanej ideologii osiągnie się zamierzone cele. Ludzkość pod kontrolą przeniesioną w Matrixa dzięki pozbawieniu jej faktycznego
i indywidualnego JA i mamy stado baranów lub nazwijmy je robotów. Indywidualne JA myślące, czujące-empatyczne i współczujące oraz potrafiące zorganizować swoje najbliższe otoczenie według najistotniejszych dla swoich potrzeb zasad, byłoby wylęgarnią relacji z innymi równie sprawnie myślącymi jednostkami i im bardziej leniwymi tym bardziej zdolnymi do wymyślania najbardziej zmyślnych udogodnień, tworzących setki zmyślnych procesów polepszających standardy życia. A tu mamy korporacjonizm i tępienie jednostek nowych i mogących podnosić standardy życia swojego i własnego otocznia. Po co korporacjom konkurencja-one ich nie cierpią. Nienawidzą indywidualnej inwencji która zagrażałaby ich interesom. Korporacje nienawidzą mądrzejszych od siebie i nigdy nie dadzą im możliwości osiągnięcia sukcesu w postaci pozyskania środka wymiany, czyli pieniądza, który same już reglamentują zamieniając go z formy papierowej na plastikową, bo niby już ta papierowa jest zbyt droga. To kurwa trzeba oszczędzać, a nie wydawać tak dużo, że nie stać Was nawet na przechowywanie pieniądza, który jest już ściągnięty z obiegu i leży w waszych magazynach. (W latach 30-tych zamieniono dolary mające jeszcze pokrycie w złocie na te bez pokrycia, po prostu ograbiono ludność USA z ich majątku. Kilkaset wówczas banków splajtowało, gdyż nie dostało na czas pieniądza emitowanego przez jeden tylko „wybrany” bank centralny, był to zwykły zamach na wolny rynek pieniądza w USA i to była prawdziwa istota kryzysu lat 30-tych). Módlcie się, żeby nie powiedzieli Wam któregoś dnia, że wasze karty kredytowe są nie ważne, a pieniądze w formie papierowej już dawno poszły na przemiał). Ale zakręciłem uff hamuję już i Dobrej Nocy.
literki 01:00:49 10/09/2013 [komentarzy 0] Komentuj jeśli chcesz?

PRL 2 CZY ZDAJE MI SIĘ ???

Nie płacisz abonamentu? To zapłacisz za dekoder made in china! I to wielokrotnie zapłacisz, bo on będzie się psuł i w ten oto sposób TV pobierze haracz. Jak za PRL-u. 07 zgłoś się, Borewicz czai się tuż za rogiem.
I co można wyciągnąć kasę od WAS barany pomimo, że nie chcecie płacić za abonamet!!! można :)
literki 23:19:44 28/03/2013 [komentarzy 0] Komentuj jeśli chcesz?

PAUZA

Pauza mała i PAUZA DUŻA …
Ta para pauza, małza, załza, małża, frałża. Emanuje małżownie rzeczy ujmując pustką. No cóż pomimo iż jest to słowo, niestety emanuje z niego pustka. Gdyż ma takie znaczenie, swoiste i jednoznaczne. Wrzucić coś na ząb, przecież nie jest już tak prostolinijne
i jednoznaczne. Tak samo jak te teksty niekiedy nasączone są ortograficznymi babolami, eliptycznymi rozjazdami na autostradach. Parafrazując to określenie również istotnie będące parą lecz fraz a nie pauz. Zapauzować się w czymś bez wyjścia to jak gdyby po prostacku zatrzymać się nagle wyhamowując na nieznanej sobie uliczce. Klask klas w dłonie i lampy rozświetlają czarną przestrzeń o około. Śmietnik jeden, dwa i trzy. Pusto. Taka swoista pauza. Kreska jedna i kreska druga, o nie to już narzucone i obce zwróćcie uwagę …pauza i dwie kreski czyżby ktoś zaprogramował nasze mózgi. ??? dużo znaków zapytania jednakże odpowiedź jest oczywista-TAK zaprogramować ludzi i już mamy półcyborgi, więcej ludzkie maszyny obleczone cielesną tkanką. Ileż to zwojów w mózgu mamy tym zarażonych, takimi podświadomymi haczykami na leszcza. Ktoś odpowie: kod użytkowy masowej produkcji (II) i tyle. Ale czy aby to nie kod - BARIERA. Jeśli bramka której otworzyć się nie da to taka pauza wyhamowująca myślenie. Taka czarna uliczka bez wyjścia. KOD przecież to język maszyn. Język zer i jedynek. Przekazu sygnału i jego braku albo tak albo tak…czyli można by powiedzieć manipulacja jeśli coś nagle jest i czegoś nagle nie ma. PAUZA.
literki 17:05:32 11/09/2012 [komentarzy 0] Komentuj jeśli chcesz?

NA WYNOS.

Czy masz odniesienie do wymiaru w którym się znajdujesz? A co z SUSHI? Masz na wynos czy w nosie. Nos niesiesz odwrócony ku górze, to znaczy dziurami do góry w których poukładałeś sushi (bardzo ładnie, dokładnie w rzędach bo masz to po Ojcu który służył w armii). Czy nie zechciałby ktoś skosztować sushi z nosa? Taskasz ten wielki nochal po ulicach śpiącego jeszcze miasta w oczekiwaniu na zmierzch.
Smutno i papierzyska latają po pustych ulicach. A ty niesiesz ten nos niczym wielką kanwę
z wodą trzymając nosisko dwoma rękami za boczne dziury.
Zaczyna padać koniecznie trzeba przykryć sushi, to znaczy nos jakąś folią. Oj bo zmoknie
i smutno będzie, gdy utraci się ten zapach i smak ukryty w dziurach wielkiego nochala.
Pycha miam, słychać już ćlamanie i mlamkanie, chrumkanie i zajadanie się super pysznie BIS. Kokietować to się możecie sami –DOKUMENTY! REWIZJA POLICYJNA. Ależ ja się masturbowałem nie kokietowałem. MILCZEĆ-WIEM CO ŻEM WIDZIAŁ, że tak powiem znam ja staropolszczyznę i mandatek-kieszonkowy datek wystawię-wprost sto sto sto to razem trzysta SUSHI –sztuk tych z lewej dziury wsypcie do jakiejś reklamówy i oddajta mi bo wigilia tuż za lasem.
Chyba za pasem?
Czertysta SUSHI i odechce się Wam żarcików, pałeczką na komendzie zamawiam radiowóz.
Ależ po co suczynę fatygować… dam czterysta pięćdziesiąt HATAROMAKI zgoda?
ZGODA.
Oj ciężko teraz nieść nos bo lewa dziura całkiem pusta i ciąży na prawą stronę.
literki 03:22:49 26/08/2012 [komentarzy 0] Komentuj jeśli chcesz?