Zobacz wszytkie serwisy JOE.pl
blogiblog4u.pl blogiblogasek.pl katalog stronwjo.pl avataryavatary.ork.pl czcionkiczcionki.joe.pl aliasydai.pl, ork.pl, j6.pl tapety tapety.joe.pl obrazkiobrazki na NK
Online: ---
zdrowie i choroby
literki *LITERKI - blog4u.pl

LITERKI



menu

  1. Strona Główna LITEREK.
  2. Aby zapamiętać tę stronę - kliknij tutaj.

księga gości

  1. Księga czytelników. 6
  2. Wpisz się do Księgi czytelników.

literki

Mój profil

Pozdrawiam WAS WSZYSTKICH. AUTOR LITEREK :)

Opis bloga

Filozoficzne formy literackie, opowiadania, proza, eseje i trochę fantastyki. Wszystko jest utrzymane tutaj w przedziwnym klimacie do którego poznania ZAPRASZAM.

mój avatar

archiwum

    2012 Luty 2011 Sierpień Styczeń 2010 Wrzesień Sierpień Lipiec Kwiecień 2009 Listopad Wrzesień Maj Kwiecień 2008 Grudzień Listopad Sierpień Styczeń 2007 Listopad Wrzesień Lipiec Kwiecień 2006 Grudzień Październik Wrzesień Lipiec Maj Marzec Luty

linki

    FA-ART Miesięcznik Literacki wraz z bogatym archiwum tekstów literackich od roku 1998.
    Zbiory prac naukowych z różnych dziedzin filozofii.
    witryna czasopism literackich
    Magazyn pop kulturalny - Esensja.
    Czytelnia przedruków.

ulubieni

Licznik odwiedzin

Zajrzało tutaj już 67804 osób

PONOWNIE I WKRÓTCE

Realizuję nowy pomysł na stronę. Wkrótce premiera.
literki 20:52:37 18/02/2012 [komentarzy 0] Komentuj jeśli chcesz?

WOODY A. NIE SPOTKAMY SIĘ…

Urodziłem w nocy 15 kwietnia 1912 roku.
To wnętrze stalowego kadłuba statku, otacza moją kołyskę wraz z gęsto usytuowanymi rzędami śrub dokręconych do pionowo biegnących, stalowych belek w kształcie litery U.
Moja Matka nakarmiła mnie własną piersią i zasnęła przykrywając mnie szarym, ciepłym kocem. Będąc jeszcze w brzuchu Matki słyszałem jak rozmawiała z jakimś przemytnikiem, któremu wręczyła swoje wszystkie oszczędności, a on umieścił nas na najniższym pokładzie dla „społecznej biedy” płynącej tym statkiem do celu tej podróży, miasta Nowy York.
Pierwszy posiłek i potem słodki sen zostaje przerwany potężnym hukiem pękającego kadłuba, który wśród mglistej nocy rozłupał się pod naporem lodowej góry, skrytej za zasłoną nocy. Moje życie trwało krócej od życia motylka. Było krótsze niż ustawienie
w magazynie wyprodukowanej, właśnie części do silnika Toyota w latach 90’tych XX wieku.
Ależ mam pecha i to nie tylko w ustach. (pH)
To Woody Allen, przywitałby mnie w porcie tego miasta i zaprosiłby na sexistowskie rozmowy nocą, o tym że podniecają go szpilki jego Ciotki Moiry i Jej wysokość Afrodyta, o tym że na drugim miejscu używa on mózgu po swoim najbardziej ulubionym organie.
O własnych dylematach z lat młodości, o braku pisarskiej weny. O ukochanym Manhattanie w czerni i bieli o którym niemalże jest co drugi jego epizod i stąd pochodzi jego pisarska wena. Jak robić filmy, tak aby nie zatracić własnych idei i wyemancypowanego, własnego spojrzenia na świat sztuki poprzez film. Jak własną fizykalną nieudolność przekuć w okrasę na filmowej uczcie o błędach życia. Transcendencji życiowych wyborów, stosach scenariuszy przerabianych co dnia. Aż wreszcie przemijającego życia jak jego taśmy w kolorze czerni i bieli. Zawsze ten sam z rękoma trzymającymi się za głowę i nie mogący wyplątać się z sieci problemów zastawionej jak gdyby niechcący samemu sobie od tak. Dlatego również ta strona pozostanie w tych dwóch kolorach, po pierwsze jako żałoba po zmarłych na Titanicu i jako hołd dla Allena.
literki 02:25:47 30/08/2011 [komentarzy 0] Komentuj jeśli chcesz?

ROZTWÓR SCEPTO-PLASTYCZNY W 3-D

Starodawne śmietnisko w zapuszczonej części dzielnicy Biedaczysko, tutaj nie zagląda lalka
w stroju z bibułki. Koń śmieszek właśnie opuścił już to pastwisko śmiecia, kuśtykając na trzech nogach. Poszukiwacze puszek udali się na codzienną wieczerzę, ale cóż to … widzieliście tą sylwetkę właśnie przelatywał tędy stróż Batman. Uniform-ma bez mietły brzozowej długiej. Mietła taka kosztuje w Biedrze – 4,99 złotego Gotam CITY-wartość monetarna w mieście BATMANA_kurwa SZAMANA.
Właśnie dawka śmiertelnego napoju sprzedawanego na rogu Zmora Street i Kopulacji rozlała się na brukowanej, ciemnej uliczce. Ale klepisko!!! Roznieśli tą plamę mieszkańcy, tekturowego osiedla Biedaczysko. Spora zmora wraz z oparami dostarczana za darmo do rozklepanych na miazgę samochodowych szrotów.
Sympatyczny listonosz, Edek-gwałciciel nieboszczek, zapuka tylko do starszych, starowinek na emeryturze. Nic nie będzie tak samo… butik na rogu przeciąga w nieskończoność wyprzedaż, gdyż i tak nikt tam nie wejdzie. Otwarte do godziny 23.61, czyli w nieskończoność. Macki zastraszają dzieci pływające w morzu. Cmok obibok.
Co robisz?
Ściągaj stanik, letni maraton okropności zaczęty w TV, ale trudna sytuacja. Pokarm nie dostępny dla mas, za drogo. Zone Okropność i głód-czujesz te bujdy w TV. A ty zdychaj piękny człowieku, oddychasz starym proszkiem próchniejących kości z zupy z grochem bledniejszym od najbledniejszej skośnookiej klaczy w wiśniowym kraju czereśni.
Zżartej przez zajebiście wielkie kruki-ptaki. Żebyście wiedzieli, że te kruki są niesamowicie realne i z szybkością tornada wrąbią te morele.
Czym jest rzeczywistość – parasolem obronnym w trój-przestrzennym świecie ludzkiego śmietniska. Jakbyśmy mieli nie wyjść poza obszar galaretki w czerwonym kolorze.
Którą i tak opierdolą kruki.
Bo dlaczego tarcza zegara ma 59+1 minut, bo tak jest prościej, tak jak obsługa mercedesa też jest prosta i każdy chciałby z niej korzystać. Prosto linearnie, upraszczajmy wszystko co się da. Srać i spać to ideologia masowej populacji lekomanów. Wszystko uprościć.
Kiedy i gdzie i znów w trzech wymiarach pro-industrialnej generacji szablonowych ludzi
w markowym odzieniu.
Zbombardować własny umysł, po to by budować od nowa – nie realne. Nasze umysły zaśmiecane co dnia napełniają się po uszy gnojem z otoczenia.
Twój były się żeni, barman i model stanowią cudowną parę. Jakież to fantastyczne. Trendy i trendy, tik tak, tik tak. 23.61 nowa przestrzeń potrzebna po resecie mózgu.
Nic nie wiem jestem i czuję pustkę jakie to cudowne uczucie, co ja wyprawiam…
literki 21:58:30 14/08/2011 [komentarzy 1] Komentuj jeśli chcesz?

MORTADELA.

Mortadela leży na stole obok niej Pasjonata-zżarta. Takie tekturowe pudełko po słodkościach. Struchlały zaglądam do mortadeli pokrojonej w plastry. Redukcja obrazu lub też jego korekta obrazowo przedstawia pleśń na mortadeli. Kto wprowadził do niej pleśń?
Czas.
Pasożyt zeżre nas wszystkich. Zżarta mortadela przez pleśń, ale paradoksalnie nietknięta przez nikogo. W folii… paradoksalnie spożywczej, po co nazywać coś, że jest spożywcze (czytaj do użytku konsumpcyjnego) skoro przyspiesza efekt starzenia.
Sami obwińmy się w folię na miesiąc i zobaczymy jak zaśmierdniemy.
NO DALEJ ZAWIJAĆ się w tą folię!!!

A mortadela leży i mięknie. Nie lubię przywiązywać się do zjadanych potraw. Muszę ją zjeść gdyż nie istnieje tutaj chociażby sytuacja dylematu. Po prostu nie posiadam w swoim kuchennym spichlerzu (to wyolbrzymienie dosadne) niczego w zamian. A nie Sorry! Zużyte torebeczki herbaty marki SIANO, gdyż jest to ostatni po przedostatnim przesiewie czegoś, co leżało obok herbacianych listków. A zowie się SEKUNDA lub jakoś nieco dłużej.

Ta mortadela pozieleniała znacznie i porosła już mchem, lecz kolejne sekundy mogą spowodować jej kompletny rozkład i nie pozostanie już nic poza zatęchłą folią, która o zgrozo przetrwa kolejne trzysta lat nierozłożona w ekosystemie. Wniosek, należy zjeść folię!!!
I właśnie ją zjadam, smacznego.
literki 02:44:38 29/01/2011 [komentarzy 1] Komentuj jeśli chcesz?

LITERAT KONTRA PIĄSTKOWNIK.

Bucha para z brzucha na myśl o tym spotkaniu dajmy na to w ciemnym zaułku, przy ledwo migoczącym świetlanym płomyczku-filozoficzku. Listowie podupadające jak to bywa w dłużące się jesienne wieczory. Pan z melonikiem i pan obkładający go, zwany piąstkownikiem.
Jakież to jednoznaczne i oczywiste, zbicie intelektu nasuwa się pod czupryną siwiną.
Siwuchą starą głupichą, no jasne zajrzyjmy z za winkla… i otóż obrazek to nietypowy ale i prawdziwe ekstra-ordynarny.
Pan w meloniku gwałci tego wielkiego szympansa, no wręcz rąbie pierze póki świeże.
Aż gały temu wychodzą na wierzch niczym krwiste kulki od przepiórki. I co Wy na to… ależ ambaras ot kałabania i do czego to nas skłania?
Do radowania się iż oszukaliśmy rzeczywistość i rozważamy wręcz probabilistycznie nie możliwy do wcielenia w realnym życiu konspekt, przypadek, zdarzonko.
Każdy bijący stałby się zgwałconym intelektualnie, jakież to ekstra sprawiedliwe. Toż to byłby porządek na tym świecie. Intelekt w konfrontacji z agresją powodowałby skutek – dokonanie aktu zgwałcenia agresora. Każdy agresor musiałby wkalkulowywać i zakalkulowywać się w przodku, czyż nie warto stać się intelektualistą a nie zgwałconym. Bijący byłby nie jako, od razu spedalizowany i unieruchamiany tym gwałtem. Ależ to wyrównane rachunkowo, wręcz matematycznie, a nie ckliwie i romantycznie. Bijesz mądrzejszego staniesz się chłoptasiem jego.

Niestety jest odwrotnie gdy wychylamy się z za winkla, to pan z melonikiem staję się panną-zakładnikiem. Szepce czułe słówka i rytmicznie skacze mu główka. Melonik opada i ot cała roszada.


Bijąc się z tym zagadnieniem poczucia wyrównywania rachuneczków w rzeczywistym życiu nie jesteśmy w stanie zapanować kto i kiedy jest symbolicznie zgwałcony. Kiedy los spłata figielka i stajemy się zgwałconym agresorem. Taki jest porządek rzeczy, że kosa trafia na swój kamień i ma problem. Rozkoszujmy się więc tym stanem niepewności, zamotanym w osnowę pozorów i mglistych domniemań. Nie jesteśmy w stanie rozszyfrować przyszłości i to na dobre babka wróżyła, bo wróżka też człowiek i mylić się czasami musi. A poza tym po co chodzić do donosiciela i dowiadywać się co szykuje nam, nasz własny los. Rozmowa z donosicielem, a fe nie ładnie.




Głosuj (0)
literki 00:42:10 16/09/2010 [komentarzy 2] Komentuj jeśli chcesz?

DYNAMIKA SŁÓW NA K…

Zastanawiałem się ileż mocniejsze i silniejsze są przekazy w których,  cyklicznie występuje (przecinkowe) słowo /kurwa/. Nie jako przystanki niedopowiedzianych myśli i słowotoków geometrycznie wyolbrzymiających opowiadane, przeszłe wydarzenia.
Zadziwiająca skuteczność i dynamika opowieści danego ktosia , będącego niemalże w samym centrum wydarzeń, dzięki tymże dynamikom słownym sprawia wrażenie, iż był on w samym centrum przedziwnych i dziejących się naprawdę scen niczym z filmu akcji. Ach słuchaj k…  i już serca biją szybciej niczym torpedy wystrzeliwujące w niebo. Początek opowieści narastająco i impulsywnie zaczyna nabierać rumieńców i wprawia w drżenie serca danego słuchacza, który niczym zahipnotyzowany, zaczarowany zaczyna wysłuchiwać danej opowiastki.

Jesteśmy niemalże pod murem, tu gdzie nie ma już ucieczki i zaczynamy niczym sparaliżowani wysłuchiwać męczącej dla nas intelektualnie historii. Słuchaj k…wa, i jesteśmy niczym wystawieni na rozstrzał, posępnie i z nie małym przymusem zahipnotyzowani przez tego ktosia.


Nie ma odwrotu, ma być zabawnie i mamy się śmiać, aż pękną brzuszki i ślina zaczyna nam ciec po brodach. Sparaliżowani i zmuszeni do wysłuchania monologu na ulicy. No i on i ona k…wa rozumiesz, a w tedy k…wa no nie. I już masz się śmiać uchahahaaa. A jeśli nie to …
- Co ci jest jakiś chory jesteś… To daj dychę na szlugi, kopę lat Cie nie widziałem. K…wa ect. ect.


Ileż chamstwa, jednocześnie upodlającego nas, w trakcie tak przykrego dla nas spotkania, musimy akceptować i godzić się na jego rozprzestrzenianie się w około nas samych. Żyjemy w środowisku intelektualnie sparaliżowanym, zamykającym się i niknącym bez oddechu za szybko, za prędko.
Masy i tony słów na k… przemiela się przez języki bananowych pół-mózgów.
Poprzebierani w „markowe” szlafmyce i nie gronostajowe, daszkowe płutniaki, chamiaki-pasiaki, dynamizują, używając wulgaryzmów męską część populacji. Nie jedziesz i nie zajedziesz daleko bez k… . Nie jesteś akceptowalny i masz w pierdol, buraku nie noszący sportowego, masowego obuwia z USA.


A zaczyna się już od przedszkola… Popularne i modne kreskówki, zadymiają kontakt pomiędzy rodzicem, a jego dzieckiem. Ojciec i Matka stają się zakładnikami kreskówek, pędzącymi do sklepu z zabawkami w celu… zaspokojenia potrzeby małego ogra, który ma cel-zaimponować otoczeniu modną zabawką, która po miesiącu już staje się nie modna. Ale liczy się szybki efekt i akceptacja otoczenia. A otocznie zaniża standardy, utapia w bagienku indywidualizm, rozstraja myślenie i uczy cwaniactwa i to już od przedszkola (aż do kibola ] ).


Tworzenie uprzejmej indywidualności w ciele dziecka, jakież to odległe. No cóż można rzec w tej mierze? Parostatek ze spalarnią mózgów potrzebuje coraz to więcej paliwa by płynąć. Tworzenie mega niechęci i nienawiści, mnożenie i narastanie obskuryzmu i intelektualnego nie bytu staje się powszechnością. Taka masowa, jałowa, gówno, twarzowa niechęć jak idzie się ulicą na setkach buziek jakież to k… prawdziwe. Poprzestańmy na tym zapomnijmy już o agresji, chociażby na chwilę.

Jednocześnie nietypowe uzdolnienie nadane od Boga dla dajmy na to X-a, wytwarza lub też kreuje u niego i w nim poglądy cyniczne i wywyższające go, tworzące pyszność i poczucie wyższości.

Pełna gęba frazeologii i miłych puz i manier – taki imbiryk z za mocną herbatką, goryczką. Nie smak i brak elegancji, ale to jest trendy, ot co finito na teraz , melancholijnie powrócę c.d.n.


Głosuj (0)
literki 23:48:37 15/09/2010 [komentarzy 0] Komentuj jeśli chcesz?

MAUA DAR TALEB PETRYDZE NIE WIDZE.

Maua-dar-taleb-petrydze nie widzę. Czyż ktoś nie posądzi mnie o terroryzm? Przecież napisałem nieco z Gruzińskim akcentowaniem te nazwisko, kreując tego bogu ducha
winnego „ktosia”, nazwijmy to: „terrorysty” czającego się za rogiem.
Terroryzm ten objawia się jego wielkim przyrodzeniem, wystającym z poza wylniałego prochowca, noszonego przez Maua na okrągło. Blady strach padający na okoliczne dzierlatki znajdujące się w pobliskim rewirze „sąsiednich spódniczek” z blokowiska rozprzestrzenia się w około niczym samochodowy smog.
Znacząco, jedynym sensownym, zainteresowaniem śniadego Maua jest praca w kebabie, który w TV pokazano jako punkt zborny konspiracyjnej siatki wywiadowczej „Owczy donner- sziszke kebab extra extra large”. Skąd my to znamy… Kloss nie ze mną te numery, Brunner, Hans, ależ Hans nie ze mną te numery Brunner. Hans, ależ Hans… Brunner, no szybko, szybko, Kloss, Hans, Brunner. Hmm hmm…
Nazwijmy go agentem 0013, James ależ James oouu oouu seven coś wstrząśniętego do picia lecz nie mieszanego. Tak jak nasz Mau stanowczo nie mieszany Gruziński Arab, z ojca
i matki z jednej celi czy też klatki.

- Ostatnio dałeś mi łagodny, a ja chciałbym ostro, ostro, zaostrzony, rozumiesz?
- Habdyk, jaki? Wieprzowina, Kurczak? Sos.
- Wolę ostro…
- Amir kobznij szluga!
- To ty paniemajesz po ruski ot swołocz, nu pasmatrij sabaka nu kak.
- Habullach nazim bugh, Love George Bush a Ty Iwan jaki sos chociesz?
- Ja nie Iwan, tylko Jan
- Iwan łagodny sos raz.
- Ostry masz.
- Raz ostry, widziałeś mój prochowiec?
- Nie ja nie Gey, Mau ,daj pozor, J A  C H C Ę  O S T R Y ciach siach, szast, prast…szybko, myk myk, myk
- Iwan ostro raz cienki ciasto?
- Grube.
- Tylko cienki raz,
- Niech będzie.
- Turczynina czy Baranina?
- To przecież to samo, daj kurczaka.
- Ok. raz będzie na czas. (a pod nosem: szkoda że Was nasz Król Sułtan Pasza w pień nie wykatrupił…Lachy tfu, tfu w kebaba i z nochala leci para :).


Głosuj (0)
literki 20:10:24 11/08/2010 [komentarzy 1] Komentuj jeśli chcesz?

OBRADY AA.

Zaprotokółowano porządek obrad, w którym, pierwszym i nadrzędnym celem było...
- zaraz niech no zajrzę do stenogramu…tak oto cytat: „Napijmy się”.

Wniosek ten przeszedł bez przeszkód, druzgocącą większością 106% głosów
w pierwszym czytaniu, po CZEM zamknięto obrady, Walnego Zgromadzenia Anonimowych Alkoholików.

O CZEM wszem i wobec donoszę, Mistrzu Kaloszem.


Głosuj (0)
literki 10:49:53 27/07/2010 [komentarzy 1] Komentuj jeśli chcesz?

CHORY NA WAKACJE.

Pora letniego wypoczynku?


Może pora na telesfora w czasie słuchania letnich audycji radiowych, w koło emitujących w eterze, TE SAME nagrania z jednej półki radiowych prezenterów.

A może pora emisji tych samych filmów niczym bumerangów powracających
w czasie w którym nasi ulubienie prezenterzy TV, udali się na „zasłużony wakacyjny wyjazd”.

A gdy przyjadą znów będą recytować napisane przez kogoś, na monitorze teksty o wysyłaniu es e me sów. (SMS)

Jak większość z nas przyjedzie bez pieniędzy po wakacjach… to cóż nam innego pozostanie?Tylko gapienie się w TV! Odradzam.
Pozostaję wciąż w nastroju wakacyjnym.

PODPIS:

Pacjent szpitala psychiatrycznego w Miłkach Dolnych wpatrzony
z niecierpliwością w czarny ekran wyłączonego telewizora.

Jak przyjdzie siostra ELA to znów go włączy.


Głosuj (0)
literki 10:55:31 20/07/2010 [komentarzy 0] Komentuj jeśli chcesz?

KATYŃ

NASZ KAT
literki 02:04:54 11/04/2010 [komentarzy 2] Komentuj jeśli chcesz?